piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 1.


- Ej, zostaw mnie.!! - krzyczała poprzez śmiech.
- W twoich snach, kotku, w twoich snach. - śmiał się słodko marszcząc swój nos.
Nagle zadzwonił telefon. Chłopak odebrał. Mówił coś do słuchawki, chodząc nerwowo w kółko. "Dobra, będę za chwilę, na razie."
- Pokłóciliście się.?
- Nie...Muszę być zawsze na każde jej zawołanie, denerwuje mnie to.
- To tylko przejściowe, pogodzicie się i będzie dobrze.
- Wiesz, czasami czuję, że ona po prostu mnie wykorzystuje.
- Na pewno nie.
- Przyjdę wieczorem, obiecuję.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać.
- Takie są najlepsze. - pogładził kciukiem po jej policzku i zbliżył się do niej.. Ona uciekła, więc tylko zdążył pocałować ją w policzek.
- Masz dziewczynę, pamiętasz?
- Tak, wiem, Alice. Idę mała, pa. - wyszedł. Po drodze minął się z panem Craigiem, ojcem Alice.
- Hej, słoneczko. - spojrzał na łóżko, na którym leżało rozwalone prześcieradło.
- Nic się nie działo, tylko mnie łaskotał.
- Wierzę ci, kochanie. Pamiętaj, cokolwiek by się działo, masz mnie, ok?
- Tato, chciałabym porozmawiać.
- Tak?
- Boo, za niedługo są święta i.... Czy....y.... - zacinała się.
- No...
- Czy mogłabym tego chłopaka co u nas był zaprosić do nas na święta?
- Myślę, że nie jest to zły pomysł, ale, wiesz on też chce może spędzić święta ze swoimi rodzicami.
- Wiesz, tato chodzi o to, że jego rodzice... Oni nie są ze sobą.. i.... Tak w ogóle, to żadnego z nich nie będzie na świętach. Wyjeżdżają, a on musi zostać, sam rozumiesz.
- No dobrze, jeśli tak, to ok.
Nagle zadzwonił teklefon Craiga. Pan Daniel wyszedł z pokoju. Słyszała, że zgodził się bez negocjacji... Nienawidziła tego. Nigdy go nie było jak był jej potrzebny najbardziej. Sama nie wiedziała, ale chyba już się do tego przyzwyczaiła. Tata Alice wszedł do pokoju... Spuścił głowę.
- Kotku....
- Tak, tatusiu, wiem, musisz jechać, to kiedy się widzimy za miesiąc, trzy, cztery, pół roku.?
- Nie wiem ile potrwają zdjęcia do nowego filmu. Postaram się jak najszybciej przyjechać, albo przynajmniej na weekendy...
- Wiesz tato, że mnie w weekendy czasem nie ma w domu.
- Tak, wiem, ale zobaczysz, zobaczymy się zanim się obejrzysz.
- Dobrze, tato, idź się pakuj, pewnie za chwilę przyjadą po ciebie.
- Jak chcesz, to może przyjechać David do ciebie.
- Nie tato, umówmy się, że jak będzie mi potrzebny to po niego zadzwonię.
- Dobra - powiedział nie zbyt przekonującym głosem.
- Nie, tato.
- No, dobrze.
- Tato za dobrze cię znam, nie pozwalam ci dzwonić do niego i mówić, żeby tu przyjeżdżał i sprawdzam gdzie jestem i co robię i z kim jestem w domu.
- Dobra, odgadłaś mój tajny plan.
- Nie był on za tajny, drogi staruszku. Kiedyś ci to wychodziło, teraz już nie. Agencie 007.
- Ale zabawne, do prawdy.
- Idź, pakuj się, bo nie zdążysz i co nie będzie mojego kieszonkowego. - próbowała ukryć uśmiechem i żartami to, że jest jej z całego serca przykro....Miała łzy w oczach, ale ukrywała to najbardziej jak potrafiła i miała nadzieję, że ojciec tego nie zauważy. Nie chciała się z nim kłócić. Kochała go nad życie i nigdy nie pozwoliła by, żeby zrobić mu przykrość w jakikolwiek sposób, chociaż nieraz i nie dwa jej się to udawało mimo woli.

Tata Alice szybko się spakował i tak resztę miał w aucie, zawsze miał takie dziwne zestawy, ze kiedy wyjeżdżał kręcić film to reszte ciuchów miał w samochodzie. Pożegnali się, po czym tata Alice wyszedł.
Wielkie drzwi trzasnęły.
Alice stanęła na środku wielkiego domu....
Rozejrzała się dookoła.
Pustka.
Alice zaczęła cicho szlochać.
Poszła do ogromnej kuchni, zrobiła sobie gorące kakao. Usiadła kuckiem na kanapie, przykryła sie kocem i włączyła telewizor. Gdzie nie przełączyła, wszędzie mówili o jej tacie i o tym, że ma zagrac główną rolę w najnowszym filmie.
 Miała tego dość.
Pobiegła na górę.
szybko ubrała się.
 I wyszła.
Poszła do galerii handlowej, tak, żeby kupić sobie coś na poprawę nastroju.
Wchodziła do każdego sklepu...

Po trzech godzinach spędzonych w ponad 500 sklepach, kupiła sobie słodki zestawik. Zbliżała się godzina 21:30. Wsiadła w swoje auto i  pojechała do domu. Spojrzała w stronę okien. Paliło się światło. Dziwne, bo wydawało jej się, że powyłączała wszystko dookoła, a jednak nie.? "Może ktoś się włamał do domu" Najgorsze myśli przechodziły jej do głowy.  "A może po prostu tata przyjechał i pojedzie jutro." Uspokoiła się. Weszła do domu. Faktycznie, drzwi były zamknięte tylko na klamkę. Rozejrzała się po korytarzu - nikogo nie było, weszła do ogromnego salonu, jadalni, kuchni, gabinetu ojca i też nic. "Może, faktycznie, zapomniałam. Mam sklerozę" .

Weszła do swojego pokoju, który był najpiękniej urządzony z całego domu, zrzuciła z siebie ubranie wierzchnie i weszła do ogromnej garderoby, założyła wielki męski T-shrit i krótkie spodenki. Poszła do kuchni i zrobiła sobie popcorn i wyjęła puszkę pepsi z lodówki. Zeszła do piwnicy, obok której miała ogromny pokój z wielkim, wręcz ogromnym łóżkiem i telewizorem na pół ściany.
- Cześć - mruknął szatyn i przysunął się do niej, po czym spojrzał jej głęboko w jej ciemne oczy...

___________________________________________

Krótki na początek i wyrwany z kontekstu, wiem, ale chciałam tak zrobić, bo lubię nie wiedzieć o co chodzi do końca, ale obiecuję, dowiecie się w najbliższych rozdziałach, oczywiście, dodam je, jak tylko będą komentarze...
Kocham Was <3

2 komentarze:

  1. ojeju . Nie wiem , jak to się stało , że ja tu trafiłam , ale napewno niczego nie żałuję ♥ Piszesz przecudownie , a więc , ... braknie mi słów . mogę tylko zaprosić do siebie ♥ http://you-world-my-world-own-world.blogspot.com/ no i dodaje ♥ czekam na rewanż ♥

    OdpowiedzUsuń