środa, 16 stycznia 2013

Rozdział 4.

- Co robisz? - powiedział Bieber zamykając za sobą drzwi pokoju Alice.
- Szykuję się do spania - odpowiadziała krótko, starała się, aby to wyszło jak najbradziej olewająco. 
-Czemu mnie nie obudziłaś?
 - Budziłam cię, ale nie reagowałeś.
- Aa... aha.... Dobra, to był na prawdę dobry wieczór, dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję.
- Lecę, pa.. - odwrócił się i chwicił za klamkę od drzwi. 
- Justin. - powiedziała w ostatniej chwili.
- Tak? - odwrócił się szybko, jakby wiedział, że go wróci.
- Zostań, bo po co będziesz wracał o tej godzinie, martwiłabym się, jest druga w nocy, jeszcze by cię napadli, czy coś... - miała woele opcji i aegumentów o wybrania.
`zostań, bo czuję się okropnie samotna.`
`zostań, bo chcę z całego serca, żebyś przy mnie był`
`zostań, bo cię kocham`
wybrała argument najwygotniejszy i najłatwiejszy do jego przedstawienia w słowach.
- Ale, nie będę przeszkadzał?
- Nie, będę sama w domu przez jakieś około pół roku, może dłużej.
- Aha, rozumiem, dziękuję - starał się opanować swoje emocje,  aby Alice tego nie zauważyła, że się cholernie cieszy.
- To idź, weź prysznic, a ja pezyszykuję ci jakąś koszulkę do spania taty. - uśmiechnęła się szeroko zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Okay - szybciutkim krokiem ruszył w stronę łazienki.
Alice ruszyła w stronę pokoju taty. Weszła do celu, po czym udała się do garderoby. Większości wieszaków zajmowały białe koszule, albo koszule w różnuch kolorach. Po blisko 5 minutach znalazła kupkę ze zwykłymi t-shirtami. Były przeróżne , ale szukała jakiegoś w stylu Jusa, były polówki i wielw innych, ale teudno było spotkać ze zwykłym prostym nadrukiem.
- Tatooo! - krzyknęła sama do siebie zrezygnowana poszukiwaniami. - Jest! - kontynuowała 'monolog' o ile można było tak to nazwać. Po znalezieniu upragnionej rzeczy poszła do pokoju.
- Mam! - krzyknęła wpadając do pokoju. Spojrzała na drzwi od łazienki, światło się nie świeciło. Okazało się, że Justin słodko śpi. Alice uśmiechnęła się sama do siebie. Podrapała się po głowie po czym delikatnie i pomalutku położyła się na łóżku, tak, any nie obudzić swojego...Towarzysza? Przyjaciela? Sama już nie wiedziała, w ogóle, nie mogła się odnaleźć w całej tej sytuacji. Leżała, ale nie mogła zasnąć, nawet jej się spać nie chciało.
- Nie myśl już, idź spać, bo się nie wyśpisz, słoneczko. - pocałował ją w policzek, po czym przyniągnął ją do siebie przytulając ją mocno. Alice pierwszy raz czuła się bezpiecznie, w jego ramionach. Usnęła szybciej niż przypuszczała.
Rano
Mimo rolet słońce mocno raziło w oczy. Alice przebudziła się, nie otwierając oczu. Przewróciła się na drugi bok, aby z powrotem wtulić się w tors Biebera. Chcąc zarzucić rękę na jego ramię opadła na czyściutką, świeżą, miękką, białą kołdrę. Podparła się na łokciach, aby móc rozejrzeć się po pokoju w celu poszukwania wzrokiem Biebsa. Nigdzie go nie było, za to na poduszce, na której spał Justin leżała malutka karteczka z twardego papieru złożona na pół. Otwarła ją. ' Dzień dobry! Jak się spało?'. Pod karteczką leżała piękna cięta róża w kolorze krwistoczerwonym. Banan na ustach pojawił się w mgnieniu oka. Nie miała pojęcia gdzie on może być. Zeszła ze schodów, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Dziwiła się sama sobie, bo raczej nie je śniadań rano...Rozejrzała się po salonie, weszła do kuchni. Przy blacie stał Bieber w samych bokserkach. Podeszła cichutko do niego. Przejechała palcem po jego plecach, po czym pocałowała go w łopatkę, później w kark, szyję. Przeszły go przyjemne dreszcze. Odwrócił się, aby skraść słodkiego buziaka, jednak ta odchyliła głowę. Po prostu uciekła.
- Na to musisz sobie zasłużyć - powiedziała uśmiechając się zalotnie.
- To wystarczy? - zapytał błagalnym głosem wskazując na gofry z bitą śmietaną, truskawkami i pysznie wyglądającą polewą czekoladową.
- Nie wiem... - powiedziała wzruszając ramionami - Chyba raczej... nie - Justin już nie wytrzymał Podniósł ją, a ona oplotła go nogami. Jus posadził ją na stole i obdarowywał ją namiętnymi pocałunkami. Alice położyła się i pozwoliła mu na wszystko, ten nie odklejał się od niej, włożył jej rękę pod bluzkę i błądził nią po całym ciele dziewczyny, tak jakby chciał zapamiętać każdy, nawet najdrobniejszy skrawek jej ciała. Alice rozpływała się pod jego cudownymi pocałunkami, przechodziły ją przyjemne dreszcze, mogłoby to trwać i trwać, była okropnie szczęśliwa.
- Justin.! - podparła się na łokciach, robiąc wielkie oczy.
- Coś, nie tak? - odskoczył od niej przerażony.
- Nie zdążę.! - zeskoczyła ze stołu, pobiegła szybciutko do garderoby naszykowała pierwsze lepsze ciuchy, poszła pod prysznic, wyszorowała się calutka, umyła białe ząbki, wysuszyła włosy, jeszcze zabrała torbę i zbiegła na dół. Zajęło jej to niecałe 10 minut, była z siebie dumna.
- Czekaj tu, nie ruszaj się, za godzinkę jestem z powrotem - trzasneła drzwiami.

________________________________________________________

WIĘC ROBIMY TAK: 5 KOMENTARZY - KOLEJNY ROZDZIAŁ
MNIEJ KOMENTARZY - KONIEC BLOGA - WYKAŻCIE SIĘ WRESZCIE.!

I love it <3