Justin chwilę pomyślał i z samych nudów wziął się za sprzątanie. Dłużyło mu się okropnie, bo spoglądał cały czas na zegarek. W pół godziny uwinął się ze wszystkim. Ubrał się wreszcie, poszedł do salonu, usiadł na kanpie i zastanawiał się przez dłuższą chwilę. W sumie, to sam nie wiedział nad czym się tak zastanawiał. Włączył TV. Przełączał z kanału na kanał, ale nic ciekawego nie było w telewizji. Wyłączył telewizję i zaczął chodzić po całym domu bez celu. Po godzinie do domu weszła Alice, ale nie szła takim zwykłym krokiem, tylko powolnym i ociężałym. Minę miała skrzywioną, tak jakby ciągnęło ją na wymioty. Justin do niej podbiegł wziął jej kurtkę i torbę. Wziął ją na ręce i zanióśł do pokoju, położył ją na łóżku bardzo delikatnie, tak, jakby był to przedmiot o dużej wartości.
- Justin, obiecaj, że cokolwiek by się działo, to nie dzwoń na pogotowie, ok?
- Ale co ma się dziać? - jego serce zaczęlo bić w maksymalnie szybkim tempie.
- Kiedyś, na pewno ci to wytłumaczę, ale na razie obiecaj mi to, dobrze ? - mówiła prawie szeptem, powoli zamykając i otwierając oczy.
Nagle wstała z łózka w szybkim tempie i pobiegła do łazienki. Justin słyszał przez drzwi, jak ona się męczy wymiotując. Wszedł do środka. Ona zamknęła deskę klozetową i spóściła wodę. Odwróciła się w jego stronę i wtuliła się w jego ramiona, tak jakby się za nimi stęskniła, jakby jego nie widziała przez co najmniej rok. Zaczęła głośno płakać.
- Alice? Co się dzieje? - zaptał, a ta mu nie odpowiedziała, zrobiła się jakby... Nieobecna. Justin zaprowadził ją do pokoju i położył na łóżku, przykrył kołdrą. Usiadł obok niej i złapał ją za rękę.
- Cokolwiek by się działo będę przy tobie. - zasnęła szybko. Justin wyszedł z pokoju, zamykając cichutko drzwi, żeby jej nie obudzić. Zsunął się po ścianie.
'Co się dzieje?' myślał, a po jego policzkach spływały łzy.
Minęła godzina. Justin czuł jakby mienęła wieczność. Wszedł do niej, aby po raz kolejny sprawdzić, czy śpi spokojnie. Tym razem już tylko leżała. Przekręcona na bok - płakała. Znowu.
- Mała, powiedz mi, co się dzieje.? Zawsze będę przy tobie, pamiętaj.
- Mhm. - szlochała. W pewnym momencie wstała pospiesznie z łóżka i pobiegła do łazienki, znowu wymiotowała. Justin poszedł za nią.
- Wyjdź, proszę. - powiedziała cała mokra, zmęczona, osuwając się po ścianie. Justin posłusznie wyszedł, chociaż nie chciał jej zostawiac samej w takich męczarniach.
Wkońcu Alice wyszła z łazienki i opadła na łóżko.
- Justin?
- Tak.? - powiedział cicho i nie podniósł głowy, nie chciał, żeby widziała, że płacze.
- Jestem okropnie głodna. - powiedziała zachrypniętym głosem, próbując się uśmiechnąć. Z wielkim wysiłkiem - wyszło jej.
- Dla ciebie wszystko - uśmiechnął się.- Na szybko - ryż z warzywami i mięskiem?
- Chętnie, tylko szybko., bo umrę.
- Zadzwonie, będzie szybciej.
- Okej. - uśmiechnęła się ciepło. Justina ogarnął spokój.
...
Siedli do stołu. Justin co jakiś czas zerkał na Alice. Ta ruszała się inaczej niż zwykle, nie tak żywo i radoście, tylko delikatnie, jak anemiczka. Martwiło go to.
Mimo wielkiego trudnu Alice starała się normalnie zachowywać. W pewnien sposób jej to wychodziło, ale jednak widziała zaniepokojenie na twarzy Biebera. "Powiedzieć mu czy nie?". Teraz taki dylemat krążył w głowie dziewczyny.
Justin usiadł zaraz obok niej i przed jedzeniem pocałował ją w policzek.
- Smacznego. - powiedział nieśmiało. Do końca nie wiedział jak ma się zachować.
- Dziękuję - uśmiechnęła się i szybko wcinała, bo była przeraźliwie głodna. Wiedziała, że zaraz wszystko zwróci, ale mieła nadzieję, że jednak uda jej się już wydobrzeć, jednak nie mogła. Dziś czuła się gorzej niż zwykle.
Po 10 minutach odeszli od stołu. Alice pobiegła do łazienki i zwróciła pyszny obiad.
- Już mi lepiej. - usmiechnęła się do Justina, który pobiegł za nią. - Już nie będę, obiecuję.
- Alice.
- Słucham.?
- Czy ty ..... czy ty jesteś.... czy ty... jesteś w ciąży?
- Że co, proszę?! Przecież my nie...
- My nie, ale ty z..... - opamiętał się i spuścił wzrok. W oczach Alice pojawiły się łzy.
- Wiesz co? Niespodziewałam się tego po tobie.! Nie sądziłam, że TAKI jesteś.! - była ubrana w dres, więc zabrała torebkę, telefon i pobiegła na dół.
- Alice, zaczekaj, nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, chodź...My... Pójdziemy na spacer, proszę...
- Nie. Nie ma nas, Justin!
Zgarnęła kurtkę, która wisiała w przedpokoju.
Wybiegła z domu, trzaskając drzwiami.
__________________________________________
Krótkie, tak wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale to jest skończone w takiem niepewnym moemencie i o to mi chodziło :)
Pozdrawiam :) <3 :**
poniedziałek, 18 lutego 2013
środa, 16 stycznia 2013
Rozdział 4.
- Co robisz? - powiedział Bieber zamykając za sobą drzwi pokoju Alice.
- Szykuję się do spania - odpowiadziała krótko, starała się, aby to wyszło jak najbradziej olewająco.
-Czemu mnie nie obudziłaś?
- Budziłam cię, ale nie reagowałeś.
- Aa... aha.... Dobra, to był na prawdę dobry wieczór, dziękuję.
- Nie, to ja dziękuję.
- Lecę, pa.. - odwrócił się i chwicił za klamkę od drzwi.
- Justin. - powiedziała w ostatniej chwili.
- Tak? - odwrócił się szybko, jakby wiedział, że go wróci.
- Zostań, bo po co będziesz wracał o tej godzinie, martwiłabym się, jest druga w nocy, jeszcze by cię napadli, czy coś... - miała woele opcji i aegumentów o wybrania.
`zostań, bo czuję się okropnie samotna.`
`zostań, bo chcę z całego serca, żebyś przy mnie był`
`zostań, bo cię kocham`
wybrała argument najwygotniejszy i najłatwiejszy do jego przedstawienia w słowach.
- Ale, nie będę przeszkadzał?
- Nie, będę sama w domu przez jakieś około pół roku, może dłużej.
- Aha, rozumiem, dziękuję - starał się opanować swoje emocje, aby Alice tego nie zauważyła, że się cholernie cieszy.
- To idź, weź prysznic, a ja pezyszykuję ci jakąś koszulkę do spania taty. - uśmiechnęła się szeroko zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Okay - szybciutkim krokiem ruszył w stronę łazienki.
Alice ruszyła w stronę pokoju taty. Weszła do celu, po czym udała się do garderoby. Większości wieszaków zajmowały białe koszule, albo koszule w różnuch kolorach. Po blisko 5 minutach znalazła kupkę ze zwykłymi t-shirtami. Były przeróżne , ale szukała jakiegoś w stylu Jusa, były polówki i wielw innych, ale teudno było spotkać ze zwykłym prostym nadrukiem.
- Tatooo! - krzyknęła sama do siebie zrezygnowana poszukiwaniami. - Jest! - kontynuowała 'monolog' o ile można było tak to nazwać. Po znalezieniu upragnionej rzeczy poszła do pokoju.
- Mam! - krzyknęła wpadając do pokoju. Spojrzała na drzwi od łazienki, światło się nie świeciło. Okazało się, że Justin słodko śpi. Alice uśmiechnęła się sama do siebie. Podrapała się po głowie po czym delikatnie i pomalutku położyła się na łóżku, tak, any nie obudzić swojego...Towarzysza? Przyjaciela? Sama już nie wiedziała, w ogóle, nie mogła się odnaleźć w całej tej sytuacji. Leżała, ale nie mogła zasnąć, nawet jej się spać nie chciało.
- Nie myśl już, idź spać, bo się nie wyśpisz, słoneczko. - pocałował ją w policzek, po czym przyniągnął ją do siebie przytulając ją mocno. Alice pierwszy raz czuła się bezpiecznie, w jego ramionach. Usnęła szybciej niż przypuszczała.
Rano
Mimo rolet słońce mocno raziło w oczy. Alice przebudziła się, nie otwierając oczu. Przewróciła się na drugi bok, aby z powrotem wtulić się w tors Biebera. Chcąc zarzucić rękę na jego ramię opadła na czyściutką, świeżą, miękką, białą kołdrę. Podparła się na łokciach, aby móc rozejrzeć się po pokoju w celu poszukwania wzrokiem Biebsa. Nigdzie go nie było, za to na poduszce, na której spał Justin leżała malutka karteczka z twardego papieru złożona na pół. Otwarła ją. ' Dzień dobry! Jak się spało?'. Pod karteczką leżała piękna cięta róża w kolorze krwistoczerwonym. Banan na ustach pojawił się w mgnieniu oka. Nie miała pojęcia gdzie on może być. Zeszła ze schodów, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Dziwiła się sama sobie, bo raczej nie je śniadań rano...Rozejrzała się po salonie, weszła do kuchni. Przy blacie stał Bieber w samych bokserkach. Podeszła cichutko do niego. Przejechała palcem po jego plecach, po czym pocałowała go w łopatkę, później w kark, szyję. Przeszły go przyjemne dreszcze. Odwrócił się, aby skraść słodkiego buziaka, jednak ta odchyliła głowę. Po prostu uciekła.
- Na to musisz sobie zasłużyć - powiedziała uśmiechając się zalotnie.
- To wystarczy? - zapytał błagalnym głosem wskazując na gofry z bitą śmietaną, truskawkami i pysznie wyglądającą polewą czekoladową.
- Nie wiem... - powiedziała wzruszając ramionami - Chyba raczej... nie - Justin już nie wytrzymał Podniósł ją, a ona oplotła go nogami. Jus posadził ją na stole i obdarowywał ją namiętnymi pocałunkami. Alice położyła się i pozwoliła mu na wszystko, ten nie odklejał się od niej, włożył jej rękę pod bluzkę i błądził nią po całym ciele dziewczyny, tak jakby chciał zapamiętać każdy, nawet najdrobniejszy skrawek jej ciała. Alice rozpływała się pod jego cudownymi pocałunkami, przechodziły ją przyjemne dreszcze, mogłoby to trwać i trwać, była okropnie szczęśliwa.
- Justin.! - podparła się na łokciach, robiąc wielkie oczy.
- Coś, nie tak? - odskoczył od niej przerażony.
- Nie zdążę.! - zeskoczyła ze stołu, pobiegła szybciutko do garderoby naszykowała pierwsze lepsze ciuchy, poszła pod prysznic, wyszorowała się calutka, umyła białe ząbki, wysuszyła włosy, jeszcze zabrała torbę i zbiegła na dół. Zajęło jej to niecałe 10 minut, była z siebie dumna.
- Czekaj tu, nie ruszaj się, za godzinkę jestem z powrotem - trzasneła drzwiami.
________________________________________________________
WIĘC ROBIMY TAK: 5 KOMENTARZY - KOLEJNY ROZDZIAŁ
MNIEJ KOMENTARZY - KONIEC BLOGA - WYKAŻCIE SIĘ WRESZCIE.!
- Zostań, bo po co będziesz wracał o tej godzinie, martwiłabym się, jest druga w nocy, jeszcze by cię napadli, czy coś... - miała woele opcji i aegumentów o wybrania.
`zostań, bo czuję się okropnie samotna.`
`zostań, bo chcę z całego serca, żebyś przy mnie był`
`zostań, bo cię kocham`
wybrała argument najwygotniejszy i najłatwiejszy do jego przedstawienia w słowach.
- Ale, nie będę przeszkadzał?
- Nie, będę sama w domu przez jakieś około pół roku, może dłużej.
- Aha, rozumiem, dziękuję - starał się opanować swoje emocje, aby Alice tego nie zauważyła, że się cholernie cieszy.
- To idź, weź prysznic, a ja pezyszykuję ci jakąś koszulkę do spania taty. - uśmiechnęła się szeroko zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho.
- Okay - szybciutkim krokiem ruszył w stronę łazienki.
Alice ruszyła w stronę pokoju taty. Weszła do celu, po czym udała się do garderoby. Większości wieszaków zajmowały białe koszule, albo koszule w różnuch kolorach. Po blisko 5 minutach znalazła kupkę ze zwykłymi t-shirtami. Były przeróżne , ale szukała jakiegoś w stylu Jusa, były polówki i wielw innych, ale teudno było spotkać ze zwykłym prostym nadrukiem.
- Tatooo! - krzyknęła sama do siebie zrezygnowana poszukiwaniami. - Jest! - kontynuowała 'monolog' o ile można było tak to nazwać. Po znalezieniu upragnionej rzeczy poszła do pokoju.
- Mam! - krzyknęła wpadając do pokoju. Spojrzała na drzwi od łazienki, światło się nie świeciło. Okazało się, że Justin słodko śpi. Alice uśmiechnęła się sama do siebie. Podrapała się po głowie po czym delikatnie i pomalutku położyła się na łóżku, tak, any nie obudzić swojego...Towarzysza? Przyjaciela? Sama już nie wiedziała, w ogóle, nie mogła się odnaleźć w całej tej sytuacji. Leżała, ale nie mogła zasnąć, nawet jej się spać nie chciało.
- Nie myśl już, idź spać, bo się nie wyśpisz, słoneczko. - pocałował ją w policzek, po czym przyniągnął ją do siebie przytulając ją mocno. Alice pierwszy raz czuła się bezpiecznie, w jego ramionach. Usnęła szybciej niż przypuszczała.
Rano
Mimo rolet słońce mocno raziło w oczy. Alice przebudziła się, nie otwierając oczu. Przewróciła się na drugi bok, aby z powrotem wtulić się w tors Biebera. Chcąc zarzucić rękę na jego ramię opadła na czyściutką, świeżą, miękką, białą kołdrę. Podparła się na łokciach, aby móc rozejrzeć się po pokoju w celu poszukwania wzrokiem Biebsa. Nigdzie go nie było, za to na poduszce, na której spał Justin leżała malutka karteczka z twardego papieru złożona na pół. Otwarła ją. ' Dzień dobry! Jak się spało?'. Pod karteczką leżała piękna cięta róża w kolorze krwistoczerwonym. Banan na ustach pojawił się w mgnieniu oka. Nie miała pojęcia gdzie on może być. Zeszła ze schodów, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Dziwiła się sama sobie, bo raczej nie je śniadań rano...Rozejrzała się po salonie, weszła do kuchni. Przy blacie stał Bieber w samych bokserkach. Podeszła cichutko do niego. Przejechała palcem po jego plecach, po czym pocałowała go w łopatkę, później w kark, szyję. Przeszły go przyjemne dreszcze. Odwrócił się, aby skraść słodkiego buziaka, jednak ta odchyliła głowę. Po prostu uciekła.
- Na to musisz sobie zasłużyć - powiedziała uśmiechając się zalotnie.
- To wystarczy? - zapytał błagalnym głosem wskazując na gofry z bitą śmietaną, truskawkami i pysznie wyglądającą polewą czekoladową.
- Nie wiem... - powiedziała wzruszając ramionami - Chyba raczej... nie - Justin już nie wytrzymał Podniósł ją, a ona oplotła go nogami. Jus posadził ją na stole i obdarowywał ją namiętnymi pocałunkami. Alice położyła się i pozwoliła mu na wszystko, ten nie odklejał się od niej, włożył jej rękę pod bluzkę i błądził nią po całym ciele dziewczyny, tak jakby chciał zapamiętać każdy, nawet najdrobniejszy skrawek jej ciała. Alice rozpływała się pod jego cudownymi pocałunkami, przechodziły ją przyjemne dreszcze, mogłoby to trwać i trwać, była okropnie szczęśliwa.
- Justin.! - podparła się na łokciach, robiąc wielkie oczy.
- Coś, nie tak? - odskoczył od niej przerażony.
- Nie zdążę.! - zeskoczyła ze stołu, pobiegła szybciutko do garderoby naszykowała pierwsze lepsze ciuchy, poszła pod prysznic, wyszorowała się calutka, umyła białe ząbki, wysuszyła włosy, jeszcze zabrała torbę i zbiegła na dół. Zajęło jej to niecałe 10 minut, była z siebie dumna.
- Czekaj tu, nie ruszaj się, za godzinkę jestem z powrotem - trzasneła drzwiami.
________________________________________________________
WIĘC ROBIMY TAK: 5 KOMENTARZY - KOLEJNY ROZDZIAŁ
MNIEJ KOMENTARZY - KONIEC BLOGA - WYKAŻCIE SIĘ WRESZCIE.!
I love it <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
